House of Games, czyli plastelina, Beksiński i chorały gregoriańskie na balkonie.

Był jeden z tych wieczorów, w których to kotom nie przeszkadza mokre futro i są bardziej leniwe niż najbardziej leniwe leniwce; w których to ulubionym miejscem wszystkich dużych i małych dzieci jest wanna/prysznic/basen – nawet bez żółtej kaczuszki – byle z chłodną, względnie czystą, najlepiej bezbarwną (tak, to ważne) cieczą; jeden z tych wieczorów, w których woda z lodem i cytryną smakuje zdecydowanie lepiej niż zimne piwo – jednym słowem to był ten rodzaj wieczoru, za który kocha się lato.

Gagatek leżał rozklapciały na łóżku majtając nogami w górze i czytał „Tajemnicę zielonej skarpetki” (chce ją samodzielnie przeczytać w wakacje, z każdą kolejną stroną jest z siebie coraz bardziej dumny), Bazyl zdecydował się opuścić swoją strategiczną pozycję obok miski z karmą i przykleił cały brzuchol do zimnego parapetu prezentując pozycję rudego naleśnika, a Abi zostawiwszy swoich pięć miauczących szczęść w koszyku pod biurkiem udała się do wodopoju i zdawała się zagarnąć go na własność. Gagatkowa tymczasem zasiadła na balkonie z laptopem na kolanach i włączyła tryb „relax, take it eeeeaaaaaaasyyy…”.

Gagatkowa, moi drodzy, nie jest maniakiem komputerowym. Zakres jej wiedzy na temat sprzętu elektronicznego nie wybiega poza ramy określenia „na użytek własny”, jeśli czegoś nie wie – znaczy, że nie musi. Ot taki komputerowy ignorant. Ale jest na Gagatkowym sprzęcie mały kawałek przestrzeni, do którego matka zagląda rzadziej niż by chciała, ale kiedy już zajrzy (tak jak owego pięknego, letniego, ciepłego wieczoru) jest najszczęśliwszym właścicielem sprzętu komputerowego na świecie. I teraz uwaga – niespodziewanka! Ów kawałek przestrzeni jest folderem o nazwie „HouseOfGames”. Tak. Gram w gry komputerowe. Ja, matka szalonego sześciolatka, poważny wychowawca, odpowiedzialny opiekun i etatowy terapeuta wśród przyjaciół. Gram w gry komputerowe. I wiecie co? Uwielbiam to! Uwielbiam mądre gry – bez naparzanek, strzelanek, krwi, zombie i bezsensownego gapienia się w monitor. Takie, które oferują więcej, niż tylko zgubienie kilku godzin w czasoprzestrzeni. Takie, do których chce się wracać, chociaż przeszło się je już naście razy. Przedstawię Wam pięć, które rządzą w mojej głowie – jedne od daaaaawna, inne od kilku dni. Są to gry polegające na eksploracji terenu, większość z nich jest w typie „wskaż i kliknij” (czyli postacią steruje się za pomocą myszy, a naciśniecie na obiekt uruchamia jakąś akcję z nim związaną). O każdej z nich możecie poczytać na którejś ze stron z opisami gier komputerowych, tu przedstawię Wam swoje osobiste i subiektywne odczucia na temat każdej z wymienionych.

 

1. The Neverhood

No przecież, że najważniejsza! Któryż z miłośników gier przygodowych nie zna capture-20170724-130709plastelinowego świata z Klaymenem i jego kasetką w brzuchu? Gra zdecydowanie dla każdego, od małego do dużego łobuziaka. Kierujemy ludzikiem z plasteliny, łazimy wśród plastelinowych drzew po plastelinowych ścieżkach, jeździmy plastelinowymi autkami i chociaż brzmi to nieco abstrakcyjnie, dziecinnie i prosto, to wierzcie mi – nie sposób się nudzić. Wybuchy śmiechu gwarantowane! Muzyka w tej grze jest osobnym bytem, który sam w sobie jest genialnym tworem,  od lat mam na jakimś zdartym cd zgrany cały soundtrack, który jest tak kosmiczny, że nawet ciężko go opisać. Oczywiście zagubił się gdzieś w przestrzeni i teraz w chwilach nagłej refleksji nad przemijaniem mam ochotę na sentymentalny powrót włączam YT. Posłuchajcie i Wy (moich ulubionych):

https://www.youtube.com/watch?v=Wh4WnHlsbvM
https://www.youtube.com/watch?v=wI66XSmyqwI
https://www.youtube.com/watch?v=F37ZeulEWik
https://www.youtube.com/watch?v=VY3iJJjSJ80

Jest to pierwsza gra, którą dostałam (jeszcze na Windows 98!) i wracam do niej do tej pory, czyli coś jest na rzeczy 😉

 

2. Dear Esther

Gra jest niezwykła. Zakochałam się w niej od pierwszych dźwięków zza pierwszego kadru. Inna niż wszystkie, w które graliście do tej pory, uwierzcie mi. Znajdujemy się na opuszczonej przez Boga i ludzi wyspie, a naszym zadaniem jest jedynie jej eksploracja.  Niczego nie zbieramy, niczego nie uruchamiamy, w grze nie capture-20170724-130842występuje żadna akcja, nie ma zagadek, jesteśmy też jedynym człowiekiem na tej wyspie. Gra jest krytykowana przez to, że nie robi się w niej absolutnie nic poza chodzeniem. Nie ma tam też zawiłej fabuły. Co jest więcej takiego że chce się do niej wracać? Otóż moi mili państwo grafika w „Dear Esther” to mistrzostwo świata. Poradniki podają, że przychodzi się ją w 3-4 godziny.  Ja grając w nią pierwszy raz przechodziłam ją tydzień – tylko z tego powodu, że do niektórych lokacji wracałam cztery, pięć razy.  Strona wizualna gry jest genialna – w dzień po niebie leniwie przesuwają się chmury, idąc brzegiem morza fale są tak realistyczne, że prawie można je poczuć, w kołyszącej morskim wiatrem trawie można wyłapać pojedyncze kłosy, a kiedy nagle z prawej krawędzi ekranu wylatuje mewa, machinalnie przechylasz się w lewo. Idealnie.  Nocą na niebie mrugają gwiazdy. Każdy detal dopracowany jest do perfekcji.  Kiedy dodamy do tego rewelacyjną muzykę (ścieżka dźwiękowa sama w sobie jest jak balsam na uszy – relaksacyjne tony przeplatane chóralnymi pieśniami z szumem morza i wiatru w tle)  i narrację prowadzoną przez głównego bohatera otrzymujemy grę idealną. „Dear Esther”  można kochać albo nienawidzić, ale na pewno zostanie zapamiętana.

3. Tormentum: Dark Sorrow

Jest to gra magiczna pod wieloma względami. W grafice wyraźnie da się wyczućcapture-20170724-131004 inspiracje obrazami Beksińskiego, a fabuła obija się gdzieś między Poem a Lovecraftem. W trakcie rozgrywki jesteśmy aktywni jako gracze, dokonujemy wyborów, które prowadzą nas do jednego z alternatywnych zakończeń gry – to powoduje,  że grę można przechodzić bez znudzenia kilka razy – a doznania wizualne wyzwolą niekontrolowane „o, wooow” co najmniej kilkanaście razy. Gra nie tylko dla miłośników dance makabre – naprawdę polecam wszystkim, którzy chcą przeżyć fajną przygodę w wygodnym fotelu, a przy tym dowiedzieć się czegoś o samym sobie.

 

4. Obduction

capture-20170724-131115Klasyczna eksploracyjna point and click. Książkowa. Taka, co to się ją daje za przykład wyjaśniając pojęcie w encyklopedii. Trafiłam na nią przez czysty przypadek. Gra ciekawa, historię gracz poznaje w trakcie rozgrywki, samemu składa się zdobywane sukcesywnie informacje w całość, odkrywając cel i drogę prowadzącą do rozwiązania zagadek. Gra wymagająca myślenia, bogata w łamigłówki logiczne. Moim zdaniem jest to gra da wszystkich lubiących myśleć, układać strzępki historii w całość – czyli nie dla każdego. Niektórzy będą się tylko wkurzać: „Nic nie rozumiem, nic nie rozumiem!” albo „eee…. allle o sso chozzzi…” 😉 Ja do niej wracam.

 

5. The Vanishing of Ethan Carter

I moja wisienka na torcie. Jak zdążyliście pewnie zauważyć, każda z wymienionych przezecapture-20170724-131224 mnie gier różni się czymś od reszty sobie podobnych. Nie inaczej jest z „Zaginięciem Ethana Cartera”. Grafika w tej grze jest obłędna, błyski słońca odbite od tafli jeziora oślepiają oczy, a te przedzierające się między konarami drzew tworzą mega klimat (ale przy takich wymaganiach sprzętowych nie jest to jakoś specjalnie dziwne – w „Dear Esther” jest bardzo, bardzo podobnie, a wymagania co do karty graficznej są zdecydowanie mniej wyśrubowane). Wszystko to twórcy gry osiągnęli dzięki zastosowanej technice fotogrametrii (tworzeniu obiektów 3D na podstawie zdjęć) – ma się wrażenie bycia w samym środku całkiem dobrego filmu. Dodatkowym atutem jest wielowymiarowość gry, a konkretna fabuła, chociaż bogata w wiele wątków, nie jest chaotyczna – gra naprawdę, NAPRAWDĘ 10/10.

 

Jeśli będziecie mieć możliwość spróbowania którejkolwiek z tych pyszności – naprawdę zachęcam. I daję wam Gagatkową gwarancję, że nie będziecie mieli potem zgagi 🙂

 

Zdjęcia pochodzą ze strony http://www.gry-online.pl

 

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s