Dziecko, czyli nasz najukochańszy gorszy sort.

binding-1328348_1920

W Dzień Dziecka wpisy powinny być radosne. Powinno z nich ognistym żarem buchać szczęście, a miłość wylewać się z brzegów. W Dzień Dziecka na blogach powinna znajdować się sama tęcza, bo przecież dzieci to nasze najukochańsze skarby, nasze miłości największe. Każdy rodzic życie by oddał za własne dziecko, a dziecięce łzy smakują stokroć bardziej gorzko niż swoje własne. W Dzień Dziecka to dziecko powinno być najważniejsze. I jest, no przecież że jest!

Czy aby na pewno…?

Rodzice zbyt często wykorzystują to, że dziecko jest mniejsze, słabsze, mniej rozumie. To wytrych dla rodzica, usprawiedliwiający go przed sobą samym, doskonale pomyślany zresztą. Dorosłemu wolno więcej. Dorosły może, bo… BO JEST DOROSŁY. Dziecku nie wolno wolniej, bo przecież żyje w świecie dorosłych, gdzie wszystko pędzi na złamanie karku, a każda godzina jest ważna jakby miała życie inaczej poukładać (serio, naprawdę jest tylko mały ułamek sytuacji, kiedy ta jedna godzina zmieni Twoje życie); dziecko nie może gorzej od innych, bo przecież żyje w świecie dorosłych, gdzie w wyścigu szczurów ludzie zabijają się o własne pięty; dziecko nie może po swojemu, bo przecież ma to inny szablon niż u dorosłych.

I tak to biedne dziecko radzi sobie jak może, żeby przeżyć wśród tych wszystkich „pośpiesz się!”, „nie ubrudź się!”, „weź żółtą kredkę!”, „nie tak!”, „zostaw!”, „odejdź!” itp., itd. Radzi sobie, przystosowuje się jak umie, już od pierwszych miesięcy opracowuje (na początku nieświadomie) swoją strategię przetrwania. I to od Ciebie rodzicu zależy, jakie miejsce w niej zajmiesz – jako sojusznik, wróg czy ktoś totalnie bez znaczenia strategicznego. Jak kałuża.

Rodzicu, nie bądź kałużą.

Spójrzcie na zdjęcie powyżej. Piękny obrazek, prawda? Dorosły prowadzi dziecko. Małe paluszki ściskają dużą rękę, pozwalają się prowadzić. A wiecie co ja widzę? Dziecko trzyma dorosłego, bo nie zna świata, bo się boi, pozwala się prowadzić, żeby czuło się bezpiecznie. A dorosły? Dorosły nie trzyma dziecka – wystawił jedynie rękę, aby uspokoić sumienie – „jestem, pomagam”. To nie dorosły opiekuje się dzieckiem, to dziecko pilnuje się dorosłego.

W ten Dzień Dziecka, w ten szczególny dzień, w ten jeden na 365 identycznych dni – pozwól dziecku być dzieckiem, daj mu ten luksus. Przytulaj najmocniej jak można. Całuj częściej niż zawsze. Odpuść. Należy mu się bycie dzieckiem przynajmniej w ten jeden dzień roku. Niech się wytarza w błocie. Niech się naje piachu. Niech zje tonę lizaków. Niech pomaluje słońce niebieską kredką, a trawę na czerwono. Niech założy dwie różne skarpetki – przecież może. Przecież to w żaden sposób nie wpłynie negatywnie na Twoje życie. Świat się nie skończy, kiedy pomalujecie buzie farbami, a ono ubrudzi Twoją bluzkę, kanapę czy psa (pies akurat na pewno będzie szczęśliwy, także luz).

Rodzicu, wyluzuj. Masz dzisiaj jedyną okazję.

 

 

* Mam nadzieję, że ci, którzy tu zaglądają, znają mnie (mogą mnie nie lubić – pozwalam!) wyłapali sarkazm i wyolbrzymienie w niektórych miejscach oraz to, że piszę jedynie o tej grupie dorosłych, dla których dziecko faktycznie jest gorszym sortem. Jest przecież cała reszta wspaniałych rodziców, którzy rozumieją swoje dziecko sercem, nie głową.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s