Pachnąca magia na sypko, czyli kuchnia Gagatków przyprawami stoi!

20170612_112716

 

Niedziela.
Obiad.

No a co na obiad w niedzielę, moi Państwo? No rosół, no przecież, że rosół! A na drugie? No…? No… schabowy, no przecież, że schabowy!

IMG_6176

Nie inaczej jest w Gagatkowie. Zestaw obowiązkowy, bez którego niedziela to nie niedziela, wiadomo – tradycja, rzecz święta. Ale Gagatkowa całkiem niedawno miała przyjemność poznać magików, których czarodziejskie sypkie akcesoria zamieniły zwykłe w Niezwykłe.

Ale po kolei.

Kilka dni temu w gagatkowe progi zawitał Pan Listonosz, dzierżąc w dłoni średniej wielkości paczuszkę. Wewnątrz znajdował się ślicznie zapakowany pakiecik 20170612_112502aromatycznych przypraw, których zapach rozszedł się w sekundzie po całym domu. Wiele osób sceptycznie podchodzi do napisów na produktach, które krzyczą: „Bez konserwantów!”, „Jak u Mamy!”, „100% naturalne!” – nic dziwnego. To świetny chwyt marketingowy w dobie boom’u na bycie fit i bio. Ile jednak z tych produktów choćby leżało obok tych „eko”? Pff. A na otrzymanej przez Gagatkową paczuszce takich napisów nie ma. Nie ma, BO NIE MUSI ICH TAM BYĆ. Bo dobry produkt nie potrzebuje pustych haseł – obroni się sam. A wierzcie mi – produkty z Domowej Spiżarni są najlepsze – albo nie, nie wierzcie mi, przekonajcie się o tym osobiście 😛

I w taki oto sposób Gagatkowa weszła w posiadanie magicznych ingrediencji, które to wzbogacają walory sensoryczne wszelakiej maści gotowanych, pieczonych, smażonych, duszonych, mrożonych i  innych ~onych twórczych poczynań kulinarnych. Każda z nich została zapakowana w hermetyczną, wygodną w użyciu, podpisaną torebkę z okienkiem. Cudo.

Ale było o rosole.

Gagatkowa matka nie lubi krystalicznego rosołu. Może to nie do końca zrozumiałe przez IMG_6180niektórych, ale wygląd (i smak!) rosołu w niedzielę jest sprawą niezwykle ważną i stanowi tą część tradycji, o którą dba po części z sentymentu, po części dla własnej przyjemności. Nie wybieram ok, nie przecedzam przez sitko. Domowy. Z farfoclami. Suszone warzywa idealnie podkreśliły jego smak, Gagatkowa nie omieszkała również sypnąć sporej garści suszonego lubczyku – bo lubczyk jest cool.

I wyszło mniamuśnie.

IMG_6177Klasycznego schaboszczaka potraktowałam jak zwykle solą i pieprzem, tym razem dodając też cząber, tymianek, sok z cytryny i moją nową miłość – czarnuszkę. Miałam z nią styczność po raz pierwszy (wstyd się przyznać…), ale to była miłość od pierwszego wejrzenia.  Idealnie podbiła smak ziół, nadając korzenny, lekko gorzki smak – genialny do słodkiej papryki (używałam jej też do marynowania skrzydełek na grilla – dodałam do niej trochę miodu, słodkiej papryki, chilli i najzwyklejszą przyprawę do grilla, rewelacja, polecam!). Ten nie zna życia, kto nie zna zapachu czarnuszki. Można się zakochać.

Domowa Spiżarnia wychodzi naprzeciw Waszym potrzebom – w zależności od częstotliwości Waszego pichcenia (lub przeciętnej ilości używanych przypraw) znajdziecie tam torebeczki o wadze 30g, 200g i 1 kg, wszystkie w bardzo przystępnych cenach. A propos cen – Gagatkowa ma dla Was bonus od naszych przyprawowych magików – kod rabatowy  – w odpowiednim miejscu podczas składania zamówienia wpiszcie MATKAGAGATKA, a wartość Waszych przyprawowych zakupów zmaleje o 10% ! 🙂

Oczywiście Domowa Spiżarnia (jak na prawdziwą spiżarnię przystało) oferuje Wam także cały szereg różnych przydatnych w kuchni przyrządów – w tym również tych z gatunku TYLKO DLA DOROSŁYCH (np. butelki na piwo z hermetycznym zamknięciem, elektryczną destylarkę i wiele, wiele innych!), a także coś, co mnie osobiście urzekło po całości – wieczka do słoików, po których można pisać kredą! Genialne! 😀

Tak moi Państwo. Czysta natura zamknięta w małych torebeczkach, dostarczona zwykłej gawiedzi. I już człowiek czuje się lepiej.

Zdrowiej.

Przyjemnie. Tak… Swoysko.

 

profil FB: https://www.facebook.com/Swoyskie
strona internetowa: http://www.domowaspizarnia.pl/

 

Reklamy

Trzy słowa, czyli każdy może zostać czarodziejem!

magic-1459371_1280

MG: Wiesz, że każdy potrafi czarować?
G: Tak? Ja też?
MG: Oczywiście, dzieciaki są nawet lepszymi magikami niż dorośli!
G: Wooow! A jak się czaruje?
MG: Wystarczy znać trzy magiczne słowa.
G: Taaaa… Proszę, przepraszam, dziękuję. Wiem mamo. Ale one wcale nie są magiczne. „Hokus-pokus” na przykład. Albo „Abrakadabra”. Ale „dziękuję”? Przecież ono nic nie robi.
MG: Nieprawda. Te trzy słowa: ‚proszę’, ‚przepraszam’ i ‚dziękuję’ są naprawdę magiczne. Nazywają się tak nie dlatego, że ktoś tak kiedyś bez sensu wymyślił, tylko naprawdę potrafią coś wyczarować. Naprawdę robią większą magię niż „hokus-pokus”.
G: Naprawdę?
MG: No naprawdę.

MG: Kiedy używasz tych słów, potrafisz nawet coś wyczarować. Nie wszyscy ich używają, bo nie wszyscy o tym wiedzą – nie wszyscy wiedzą, że te słowa są naprawdę magiczne. Potrafisz nimi wyczarować coś więcej niż królika z kapelusza albo kwiatki, albo coś innego, co czarodzieje wyczarowują. Tymi słowami wyczarujesz coś, co Tobie da radość, co spowoduje, że się ucieszysz, że będziesz szczęśliwy. A przecież każdy lubi czuć się szczęśliwy! Wiesz co możesz wyczarować używając tych trzech słów? Uśmiech. U siebie albo u innych. A jeśli jest uśmiech, wszystko jest łatwiejsze, więcej można załatwić, no nie?

Wiesz, świat jest tak wymyślony, że to, co dajesz innym (i nie chodzi o zabawki, herbatę albo pieniądze, ale np. kiedy poświęcasz im czas, powodujesz, że się uśmiechają albo jesteś dla nich miły) spotyka też Ciebie. Nie wiem tak do końca jak to działa, ale działa, naprawdę. Czasem nie od razu, czasem trzeba poczekać, ale na pewno to, co miłego dałeś innym, wróci do Ciebie – np. na spacerze spotkasz jaszczurkę, rzeczy się tak poukładają, że będziemy mogli gdzieś wyjechać razem, znajdziesz coś, co dawno zgubiłeś – na pewno zdarzy się coś, co sprawi, że Tobie będzie miło. I to wszystko to magia, którą powodują właśnie te trzy słowa: „proszę”, „przepraszam” i „dziękuję”. Dzięki nim wszystko staje się prostsze dla Ciebie.

Jasne, że nie usuną tak całkiem problemów. W końcu nie każdy rozumie, czym jest magia. Albo czarowanie. Albo po prostu na niektórych magia nie działa. Tak się zdarza i już. Albo nie zawsze magia się uda – w końcu wszystkim magikom potrzebny jest trening, ćwiczenia i wszyscy się wcześniej muszą nauczyć czarować, zanim magia zacznie działać. Ale przecież, kiedy już się nauczą, to super jest ta magia, co?*

 

* Nie był to monolog. Padały różne pytania np.

G: Czy jeśli  będę mówił „proszę” i „dziękuję” to zawsze dostanę to, co chcę?
MG: Nie. Nie Zawsze. Dlatego, że to, czego chcesz, nie zawsze jest tym, co jest Ci potrzebne. Na przykład: bardzo chcesz jakąś zabawkę, np. skrzecząco – świecąco – chodzącego superdinozaura. Ale jej nie dostajesz. Jest Ci przykro, prawda? Ale kiedy go już dostajesz okazuje się, że nie chodzi tak, jakbyś chciał, albo nie ryczy wystarczająco głośno, ale świeci za słabo – i nie chcesz się nim bawić. I też jest Ci przykro – tak samo, jak wcześniej, kiedy go jeszcze nie miałeś. Czyli go chciałeś, ale okazało się, że go nie potrzebujesz. I tak jest z wieloma innymi rzeczami – jeśli czegoś nie dostajesz to widocznie tego nie potrzebujesz, tylko o tym nie wiesz – świat jest fajnie urządzony, nie do końca go jeszcze rozumiem, ale wiem, że wszystko się dzieje po coś. I nawet jak coś się nie dzieje – to też z jakiegoś powodu.

Dzieci są naprawdę mądrzejsze, niż się nam wydaje. Wystarczy się przy nich zatrzymać, raz rozwiać niektóre wątpliwości, innym razem nakierować na samodzielne rozwiązanie.

Rozmawiać.

Rozmawiać.

Rozmawiać.

Dziecko, czyli nasz najukochańszy gorszy sort.

binding-1328348_1920

W Dzień Dziecka wpisy powinny być radosne. Powinno z nich ognistym żarem buchać szczęście, a miłość wylewać się z brzegów. W Dzień Dziecka na blogach powinna znajdować się sama tęcza, bo przecież dzieci to nasze najukochańsze skarby, nasze miłości największe. Każdy rodzic życie by oddał za własne dziecko, a dziecięce łzy smakują stokroć bardziej gorzko niż swoje własne. W Dzień Dziecka to dziecko powinno być najważniejsze. I jest, no przecież że jest!

Czy aby na pewno…?

Rodzice zbyt często wykorzystują to, że dziecko jest mniejsze, słabsze, mniej rozumie. To wytrych dla rodzica, usprawiedliwiający go przed sobą samym, doskonale pomyślany zresztą. Dorosłemu wolno więcej. Dorosły może, bo… BO JEST DOROSŁY. Dziecku nie wolno wolniej, bo przecież żyje w świecie dorosłych, gdzie wszystko pędzi na złamanie karku, a każda godzina jest ważna jakby miała życie inaczej poukładać (serio, naprawdę jest tylko mały ułamek sytuacji, kiedy ta jedna godzina zmieni Twoje życie); dziecko nie może gorzej od innych, bo przecież żyje w świecie dorosłych, gdzie w wyścigu szczurów ludzie zabijają się o własne pięty; dziecko nie może po swojemu, bo przecież ma to inny szablon niż u dorosłych.

I tak to biedne dziecko radzi sobie jak może, żeby przeżyć wśród tych wszystkich „pośpiesz się!”, „nie ubrudź się!”, „weź żółtą kredkę!”, „nie tak!”, „zostaw!”, „odejdź!” itp., itd. Radzi sobie, przystosowuje się jak umie, już od pierwszych miesięcy opracowuje (na początku nieświadomie) swoją strategię przetrwania. I to od Ciebie rodzicu zależy, jakie miejsce w niej zajmiesz – jako sojusznik, wróg czy ktoś totalnie bez znaczenia strategicznego. Jak kałuża.

Rodzicu, nie bądź kałużą.

Spójrzcie na zdjęcie powyżej. Piękny obrazek, prawda? Dorosły prowadzi dziecko. Małe paluszki ściskają dużą rękę, pozwalają się prowadzić. A wiecie co ja widzę? Dziecko trzyma dorosłego, bo nie zna świata, bo się boi, pozwala się prowadzić, żeby czuło się bezpiecznie. A dorosły? Dorosły nie trzyma dziecka – wystawił jedynie rękę, aby uspokoić sumienie – „jestem, pomagam”. To nie dorosły opiekuje się dzieckiem, to dziecko pilnuje się dorosłego.

W ten Dzień Dziecka, w ten szczególny dzień, w ten jeden na 365 identycznych dni – pozwól dziecku być dzieckiem, daj mu ten luksus. Przytulaj najmocniej jak można. Całuj częściej niż zawsze. Odpuść. Należy mu się bycie dzieckiem przynajmniej w ten jeden dzień roku. Niech się wytarza w błocie. Niech się naje piachu. Niech zje tonę lizaków. Niech pomaluje słońce niebieską kredką, a trawę na czerwono. Niech założy dwie różne skarpetki – przecież może. Przecież to w żaden sposób nie wpłynie negatywnie na Twoje życie. Świat się nie skończy, kiedy pomalujecie buzie farbami, a ono ubrudzi Twoją bluzkę, kanapę czy psa (pies akurat na pewno będzie szczęśliwy, także luz).

Rodzicu, wyluzuj. Masz dzisiaj jedyną okazję.

 

 

* Mam nadzieję, że ci, którzy tu zaglądają, znają mnie (mogą mnie nie lubić – pozwalam!) wyłapali sarkazm i wyolbrzymienie w niektórych miejscach oraz to, że piszę jedynie o tej grupie dorosłych, dla których dziecko faktycznie jest gorszym sortem. Jest przecież cała reszta wspaniałych rodziców, którzy rozumieją swoje dziecko sercem, nie głową.