„No co ja z Tobą mam!”, czyli krzykiem szacunku nie zdobędziesz.

Przed chwilą pod jednym z postów na pewnej stronie wywiązała się dyskusja na temat traktowania dzieci jak jajek, przesadnego „kloszowania” ich i ograniczania im nieprzyjemności, bo „wyrosną na ciamajdy i sobie w życiu nie poradzą”. Ja oczywiście, kiedy słyszę takie oderwane od rzeczywistości teksty, reaguję spazmatyczno-alergicznie i żywo włączyłam się w dyskusję. Pani zarzuciła mi, że dzieci, którymi się od czasu do czasu nie wstrząśnie (w sensie chyba, że porządnie nie wystraszy, albo wyśmieje) nie będą znały życia i kiedy trafią na kogoś gorszego niż mamusia – załamią się.

Czasem miałam wrażenie, że nie rozmawiamy o pięcio- czy dziesięciolatkach.

Ja myślę, że Gagatek – pomimo tego, że go nie straszę, nie popycham i nie ciągnę płaczącego za rękę – sobie poradzi, wiecie czemu?

  • nie wbiegnie na ulicę na złość matce, albo dlatego, że może (bo jej nie ma obok i nie usłyszy: „rozliczymy się w domu”), ale dlatego, że wie, że może go potrącić samochód;
  • nie odłączy się w sklepie nie dlatego, że porwie go cyganka czy pan z brodą, ale dlatego, że wie, że może się zgubić;
  • nie boi się przyznać się do czegoś złego, bo wie, że bardziej wkurza mnie zrzucenie winy na kogoś innego niż rozbity wazon;
  • nie śmieszą go filmy, na których zwierzęta są nieszczęśliwe (filmów na których dzieje im się krzywda chyba by nie zniósł).

Nigdy Gagatka niczym nie straszyłam, bo uważam to za uwłaczające roli rodzica (wychowawcy, pierwszego nauczyciela). Nie chciałabym, żeby ktoś sprawiał, że ja się boję, dlaczego mam wywoływać strach w kimś innym, w dodatku mniejszym, kto wszystko mocniej czuje? Po co mam go szarpać w sklepie, skoro mogę przed wyjściem jasno ustalić zasady i wyjaśnić co, jak i kiedy? Po co mam mu zabierać za karę ulubioną zabawkę, bez której nie uśnie? („niech wie, kto jest rodzicem i kto rządzi” nie jest dla mnie argumentem…)

Dlaczego tak wiele osób (dorosłych, mądrych, oczytanych) wciąż uparcie twierdzi, że dziecku trzeba „kazać, bo inaczej nie zrobi”, „nastraszyć, bo inaczej nie posłucha”, „nakrzyczeć, bo inaczej nie zrozumie”?

Dlaczego w opinii tak wielu rodziców dziecko łatwiej wytresować niż nauczyć (pokazać, wyjaśnić)?

Dlaczego strach ma być lepszy niż zrozumienie?

Mnie serce boli jak Gagatek płacze przez to, co powiedziałam albo zrobiłam. I zawsze wynagradzam mu te przykrości potrójnie.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s