Najlepsi przyjaciele są na czterech łapach, czyli Futrzaki w Gagatkowie.

Gagatkowa miłość do wszelakich futrzastych lub opierzonych, z łuskami albo bez stworzeń jest wiadoma. Dawno temu powstał ku temu wpis (tutaj), ale dziś Gagatkowa idzie krok dalej.

Niektórzy z Was pewnie natknęli się już na portal naszefutrzaki.eu. Skupia on całą społeczność miłośników czterołapych, jednoogonowych, większych czy mniejszych futrzatych milusińskich. Znajdziecie tam ciekawe (naprawdę ciekawe, sprawdziłam!) artykuły o zwierzakach, porady i opinie na ich temat.

Ale nie tylko.

Portal Nasze Futrzaki organizuje też zbiórki pieniędzy na leczenie chorych zwierzaków – jeśli możecie pomóc, zachęcam – dobro zawsze wraca!

Ale nie tylko.

14595617_1067217503397543_2528144209327905312_nPortal nasze futrzaki.eu jest wszechstronny. Znajdziecie tam również możliwość dopieszczenia Waszego gniazdka za pomocą tapet i obrazów o nietypowym wzornictwie. Kontakt z załogą jest rewelacyjny, wybór szeroki, a zakupy szybkie, łatwe i przyjemne. Jeśli to dla Was ciągle za mało, mam dla Was kod promocyjny, który sprawi, że wartość Waszych zakupów zmaleje o 5% 😉

Kod to: matkagagatka 🙂

Zapraszam do Futrzakowa wszystkich – małych i dużych.

I pamiętajcie: „Nasi najlepsi przyjaciele zawsze mają cztery łapy”!

Strona internetowa (blog, sklep)
@naszefutrzaki na FB

Zdjęcia pochodzą ze strony: https://www.facebook.com/naszefutrzaki

Co za szajs, czyli gdzie ta nasza niepodległość?

Włączam tv.

Bucha na mnie odór tych wszystkich zafajdanych kłamstwem gęb, którzy celebrację narodowego święta zaczynają opluwaniem przeciwników politycznych, a kończą hipokryzją z cyklu: „Niech żyje wolność!”. To smutne, jak kraj z takim potencjałem, z taką historią – tak łatwo sam siebie wykańcza. Kiedy słucham o tym, jak rząd chce kupować chore dzieci za jednorazowe psie 4 tys., jak chcieli grzebać mi w macicy, jak targają się za włosy w imię rzeczy tak… mało istotnych, jak taki jeden z drugim odbierają ludziom tą wyszarpaną i okupioną tragediami ludzkimi wolność, to mnie krew zalewa. Nie, właściwie nie zalewa – zwyczajnie jest mi przykro, że ci, którzy za tę Wolność, tę prawdziwą, walczyli, muszą na ten burdel patrzeć.

Wyłączam tv.

 

Włączam komputer.

Najpierw wita mnie biało – czerwona wyszukiwarka. Wujku, opamiętaj się. Kiedyś barwy narodowe były święte, nie szastaj nimi. Ale czego się spodziewać po komputerowcach, skoro przedstawiciele władzy na uroczystości zamiast złożyć flagę – zwiną ją w kłębek i pieprzną w krzaki. Później nie jest lepiej – Fbook składa mi najlepsze życzenia z okazji Dnia Niepodległości. Czy tylko ja uważam to za co najmniej niestosowne? Być może nie działałoby to na mnie tak drastycznie, gdybym nie słyszała co chwilę, jak ten czy inny członek AK musi w wieku 90 lat bić się o godność, która należy mu się bardziej niż każdemu z nas. Zamiast takich ludzi nosić na rękach, sprawiać, by żyło im się jak pączkom w maśle – Fbook składa mi najlepsze życzenia.

Wyłączam komputer.

 

Dokąd to wszystko zmierza, boję się myśleć.

Najważniejszy prezent, czyli tak wiele za tak niewiele.

Wiara w Świętego Mikołaja jest ważną częścią świątecznego zamieszania w Gagatkowie (i coś czuję, że nie tylko). I mam nadzieję, że zostanie jeszcze na długo – w końcu przekonanie dorosłych o nieocenionej pomocy Św. Mikołaja w sprawie zapełniania podchoinkowego miejsca okołostojakowego nikogo nie dziwi. Co prawda jest to raczej część tradycji, powrót do dzieciństwa (kto z nas nie chce czasem zapomnieć o tym całym kołowrocie i poczuć się jak małe dziecko…?), ale to wcale nie umniejsza wagi obecności Św. Mikołaja w zdecydowanej większości polskich domów, w tym w gagatkowej kołomyjce.

I na skutek zbliżającej się prezentowej zawieruchy, Gagatkowa postanowiła zrobić pierwszy krok w sprawie odhaczenia całej listy upominkowej i na stronie http://www.listymikolaja.pl/ 
zamówiła list do Gagatka prosto z Mikołajowej krainy elfich zabawek.

To świetny pomysł dla wszystkich rodziców, którzy chcą sprawić furę radości swoim małym pociechom (tym większym też, w końcu list od prawdziwego Św. Mikołaja to duża rzecz!).

Ku uciesze Gagatkowej matki (a błogiej nieświadomości Gagatka) błyskawicznie po złożeniu 14955997_1318062644904828_5242998320046495031_nzamówienia (po dwóch dniach – u nas to oznacza mniej więcej „lotem błyskawicy”) doręczono piękną, błyszczącą, czerwoną kopertę.
W miejscu na adres widnieje Gagatkowe imię i nazwisko, adres, wszystko podbite Mikołajową pieczęcią.

 

W środku znajduje się list napisany własnoręcznie przez Św. Mikołaja (który oczywiście napisała wcześniej Gagatkowa) – na stronie jest możliwość pełnej edycji tekstu, dzięki czemu można dopasować list całkowicie pod dziecko, można też skorzystać z gotowych szablonów. Jest mnóstwo wariantów dla dziewczynek, dla chłopców, znajdziecie tam też listy dla noworodka, a nawet dla dorosłych! Możliwości jest mnóstwo. Powagi całej korespondencji dodaje pieczęć Św. Mikołaja, piękna, złota, fakturowana. No i podpis, wiadomo!

W kopercie znajduje się również Dyplom Grzecznego Dziecka – coś absolutnie genialnego – takie trochę zaklinanie przyszłości, ale kto nie próbuje, ten nie wygrywa 😉 Dyplom oczywiście imienny – idealny do oprawienia w ramkę i powieszenia nad łóżkiem.

Oprócz listu i dyplomu są jeszcze dwie rzeczy – naklejka z informacją dla Św. Mikołaja o 14993327_1318062671571492_414407107420517604_noczekiwaniu na prezenty i coś, co mnie urzekło po całości – pocztówka od Naczelnego Elfa w Mikołajowej Krainie Zabawek. Z racji tego, że list wysłaliśmy już dzisiaj Pocztą Kominową* (genialny patent GB, instrukcja poniżej), ową pocztówkę Gagatek otrzyma już w tym tygodniu. Jest na nim wiadomość dla dziecka – dodatkowy as w rękawie dla rodzica w razie Sytuacji Nagłych Nerwów Dziecięcia.

 

Reasumując – na stronie http://www.listymikolaja.pl/ możecie zamówić sam list od Św. Mikołaja, albo tak jaka ja zamówić cały Pakiet Premium –

capture-20161111-194124list + dyplom + naklejka + pocztówka + koperta GOLD.
Możecie zamówić także spersonalizowane wideo od Św. Mikołaja dla Waszej pociechy – czy jest coś lepszego dla dziecka na wigilijny wieczór? Daję Gagatkową Gwarancję, że przyniesie to mnóstwo radości nie tylko dziecku, ale i Wam, ja sama trzymając list w rękach poczułam się jak mała dziewczynka i zapachniało znikąd piernikami.

 

*Poczta Kominowa – napisany list wrzucamy do pieca/kominka i z wiatrem wędruje prosto do Św. Mikołaja, system piec – kominek, lub kominek – kominek (dowolnie). Jest to poczta bezawaryjna, czynna 24/h, siedem dni w tygodniu, także w niedziele i święta.

 

 

**Zdjęcie u góry i logo pochodzi z serwisu Elfi, ze strony http://www.listymikolaja.pl/.

Prywatny raj Gagatka – Bałtów, czyli świat prehistorii w pigułce.

Są miejsca,  gdzie niezależnie od rozeznania w progach podatkowych, znajomości branży IT czy wysokości numeru PESEL każdy czuje się przedszkolakiem odkrywającym świat.

Są miejsca, gdzie niezależnie od przebytych kilometrów czy miejsca zakotwiczenia w czasoprzestrzeni wraca się po wielokroć.

Są miejsca, gdzie dla szalonego pasjonata prehistorycznych stworzeń jest raj na Ziemi.

Takim miejscem jest JuraPark Bałtów.

Wysoce ponadprzeciętna skłonność Gagatka ku bestiom z zakamarków historii jest powszechnie znana wszędzie tam, gdzie pojawił się przynajmniej raz. Jest to główny temat jego zaczepek – zaraz po „cześć!” pada wykład zawierający treści paleontologicznie mocno wyspecjalizowane. Charakterystykę każdego prehistorycznego stworzenia przedstawi w nocy o północy – od budowy (co to k#%$@ znaczy ptasiomiednicze?!), przez pokarmy (zaraz zaraz, gdzieś to miałam… A! Na studiach z biologii!), po lokalizację z czasie („Nie mamo, to wczesna jura, bo wtedy takie drzewa były”). Tyle, ile ja znam nazw dinozaurów, on potrafi wymienić na jedną literę. Operuje nazwami, których ja nawet nie umiem poprawnie wymówić.

Nic dziwnego, że musieliśmy tam być.
Nie zawiedliśmy się. Ścieżka dydaktyczna dostatecznie długa, aby poznać te najważniejsze, najbardziej znane stworzenia i dostatecznie krótka, by małe dziecięce nóżki przeszły ją bez problemu. Oceanarium – mega! Królowało w naszych rozmowach przy obiedzie jeszcze jura-park-logo-gallery_mai2-22689baaaardzo długo, zrobiło wrażenie na każdym z nas (sama często zdejmowałam okulary, żeby się upewnić, czy to aby projekcja jest), sam finisz… Nie, nie powiem Wam, ale podczas naszych odwiedzin Gagatek wisiał mi na szyi, a co słabsi wychodzili dużo szybciej niż powinni 😉 Zwierzyniec Górny arcyciekawy (zwłaszcza kiedy jakaś koza – kamikadze wskoczyła przed autobus i ani myślała zejść – dziecięce piski i śmiechy brzęczały w uszach jeszcze jakiś czas), Dolny przeszliśmy w deszczu, co nie umniejszyło jego atrakcyjności. Czasu na Sabathówkę już brakło – niezaprzeczalny znak, że trzeba będzie wrócić!

A wrócimy z przyjemnością.

 

PS. Zdjęcia będą, oczywiście, ale obecnie się odzyskują, ponieważ nawet Gagatkową matkę dopadła Złośliwość Rzeczy Martwych.